|
Strona 1 z 2 • 1, 2 Nataliawy - 2006-11-24, 18:20 Witam serdecznie! Pomyślałam sobie, że na Forum przydałoby się miejsce w którym będziemy mówić o tym co nas na codzień dręczy, martwi, boli. Każdy człowiek ma takie potrzeby. Trzeba się czasami wygadać, by ulżyło na duszy. Ile razy zdarzało się że bliscy nie rozumieli nas w trudnych chwilach, ile razy nie mieli czasu by pocieszyć? Mam nadzieję że w tym topicu będziemy się wzajemnie wspierać i podnosić na duchu. Mówmy otwarcie i szczerze o uczuciach, gdyż zbyt duże nagromadzenie emocji zaczyna niszczyć człowieka od środka. Dajmy upust sercu i duszy tomi - 2006-11-24, 19:08 No ja już od początku liceum przeżyłem 2 razy załamanie z powodu....dziewczyn. Najpierw zaczęło się od prób do przygotowania do ślubowania gdy poznałem fajną dziewczynę. Oczywiście spodobała mi się . Pogadało się trochę itd. Po jakiś czasie widziałem ją w szkole jak tuli się z jakimś chłopakiem... . Myślałem , że już nie mam szczęścia do kobiet ale niedługo pojawiła się nowa dziewczyna ( tym razem z gimnazjum 3 kl. miałem już ją na oku od III gim. a ona była w II) tak mi się spodobała, że starałem się po znajomości z nauczycielami dowiedzieć się przynajmniej jak ma na imię no i ok. miesiąca temu po długich poszukiwaniach udało mi się zdobyć jej GG. Napisała do mnie w tym samym dniu, powiedziałem jej, że się jej podobam itp. Kilka dni później chciałem zaprosić ją na spacer, ale odmówiła. Powiedziała mi, że ma innego. Wtedy to ja już się załamałem i zrozumiałem, że już chyba nie spotkam dziewczyny, która by się ze mną umówiła. Podsumowując : " Najpiękniejsze dziewczyny jakie mi się podobają mają już chłopaków"... violate - 2006-11-24, 19:12 Tomi, nie przejmuj się. Na kobietach świat się nie kończy A same nie wiedzą co tracą Uwierz w siebie. To najważniejsze. Maciejs - 2006-11-24, 19:18 Ech, kobiety... Też mam problem z jedną dziewczyną... tylko wynika on raczej z mojej nieśmiałości. Po prostu nie wiem, jak jej powiedzieć, że ją kocham... Zwłaszcza, że Banderasem to ja nie jestem (nadwaga, dość niski wzrost - niecałe 165, kujonek, o rok młodszy)... Chociaż może to jest kwestia tego, że bardziej podoba mi się zdobywanie dziewczyny, niż jej posiadanie...? ...? tomi - 2006-11-24, 19:27 (nadwaga, dość niski wzrost - niecałe 165, kujonek, o rok młodszy)... No i Jaśka słuchasz Nie martw się ja też mam troche nadwagi, ale wzrost to już 190 cm... Ja tylko marzę, żeby moja dziewczyna Jaśka słuchała, byłoby wtedy najlepiej. Ale gdzie ja taką w Olsztynie znajdę Maciejs - 2006-11-24, 19:29 No i Jaśka słucham Ale na wspólne zainteresowana muzyczne nie mogę narzekać, na Jaśku moje zainteresowania muzyczne się nie kończą (Rubik, Raz Dwa Trzy, E. Geppert...) Constantine11 - 2006-11-24, 19:47 A ja z dziewczynami nie mam problemów! W tym sensie, że jeśli się nieszczęśliwie zakocham, to po prostu mam to "gdzieś", mówię trudno i płynę dalej ( cytat z "Gdzie jest Nemo ). Mnie bardziej irytują rzeczy typu: W poniedziałek mamy robić zdjęcia szkolne ( dzisiaj nam o tym powiedziano ) w STROJACH GRECKICH. Nie dość, że jest to po prostu głupie to gdzie ja jeszcze przez weekand znajdę taki strój? No więc zaszedłem do dyrekcji celem powiedzenia co o tym myślę, odprawiono mnie z wpisem w dzienniku i tak o to postanowiłem zbojkotować tą sesję Maciejs - 2006-11-24, 19:49 Białe prześcieradło przewiązane wokół ciała... Darex - 2006-11-24, 19:50 Białe prześcieradło przewiązane wokół ciała... ...a na głowie troche liści Constantine11 - 2006-11-24, 19:51 Białe prześcieradło przewiązane wokół ciała... Odpada! Jedna klasa już jest tak przebrana, a dwie klasy nie mogą być tak samo ubrane Roni - 2006-11-24, 20:03 Wy macie problemy.... Może pocieszę złamane serca Kobieta mnie zdradziła po 2 latach Mojego kumpla (24 lata) laska zostawiła po... 7 latach. Dla jakiegoś młodszego fagota Teraz postarajcie się przemyśleć jak to jest po 2-7 latach cudownego związku i co tak naprawdę jest tragedią? Podchody i załamki "z powodu dziewczyny" [chociaż np wcale się z nią słowa nie zamieniło] czy taka schiza, kiedy powoli szuka się stabilizacji ?? A co boli obecnie? To, że bez problemu pojechałbym do Maroko gdyby nie bardzo ważny wydatek sic Ale to wyjdzie dopiero potem w praniu violate - 2006-11-24, 20:06 Roni, daj nam pocierpieć jak cierpiał Werter. Na takich załamkach kształtuje się nasze podejście do związków. A Ty tak nie miałczałeś kiedy byłeś w zacnym wieku nastolatka ? Nataliawy - 2006-11-24, 20:12 Osobiście to nie mam problemów z chłopakami. Jeszcze nigdy żadnego nie miałam i mieć na razie nie chcę. Wolę się najpierw wyuczyć a potem dopiero zakładać związek partnerski. Też przeżyłam załamkę i to dość poważną na początku tego roku szkolnego (miałam mdłości, depresję i w ogóle) ale za dużo by opisać w kilku zdaniach. Maciejs - 2006-11-24, 20:27 Roni, widzę, że ty w tych sprawach raczej jesteś stroną bierną - nie musisz się starać o dziewczyny, same przyjdą... A przyjemniej jest wyczekiwać tych przypadkowych spojrzeń, delikatnych dotknięć itd... po prostu - starać się... Roni - 2006-11-24, 21:07 Na takich załamkach kształtuje się nasze podejście do związków. Oj chyba sama nie wierzysz w to co mówisz Na czajeniu się i na złudzeniach nic w sobie nie wykształtujesz... No... w sumie może wzmocnisz kilka rzeczy takich jak - nieśmiałość i brak wiary w siebie Ela - 2006-11-24, 21:11 Widzę, że milutki topic się tu zagnieździł Też się chętnie wygadam. I spróbuję Nina - 2006-11-24, 22:06 Podsumowując : " Najpiękniejsze dziewczyny jakie mi się podobają mają już chłopaków"... Tomi, pomyśl raczej: najpiękniejsze dziewczyny jeszcze mają swoich chłopaków, albo ta naprawdę najpiękniejsza gdzieś czeka na Ciebie i prędzej czy później natkniesz się na nią. Sam przekonasz się w pewnym momencie, że gdy poczujesz, że zależy Ci na dziewczynie o której wcześniej nie myślałeś nawet, że mógłbyś na nią zwrócić uwagę, to wyda Ci się piękniejsza od wszystkich wcześniej poznanych. Roni - 2006-11-24, 22:13 O jaaaa wy nie kapujecie Ja już jestem szczęśliwy od 4 lat Napisałem tylko taką ripostę odnośnie wielkich "zakochań" i kilka praktycznych rad elusja - 2006-11-24, 22:16 Yyyy, a ja nie mam faceta, pewnie mieć nie będę, bo zagorzała feministka jestem i ciężko ze mną wytrzymać płci przeciwnej No chyba, że.... ale wątpię Serca nikt mi nie złamał, ja nikomu też. Jedyny facet który mi się fizycznie spodobał to Jasiek... No dobra, podoba mi się jeszcze jeden no ale wzdychać nie będę. Poprostu pociesze oczy i tyle Podpisano: bezduszny administrator z sercem z kamienia Nina - 2006-11-24, 22:34 O jaaaa wy nie kapujecie Ja już jestem szczęśliwy od 4 lat I bardzo dobrze, tak trzymać. luki44 - 2006-11-24, 22:57 Co ja będę moi forumowicze pisał . Ja jestem chyba w najgorszym położeniu, bo raz, że nie mam dziewczyny (dla mnie byłoby to idealne wyjście ), dwa, że mam wrodzoną nieśmiałość dziedziczną od strony mojego ojca . Nic na to nie poradzę muszę po prostu jakoś się czasami przełamać . Dlatego nie udaje mi się zdobyć żadnej dziewczyny i Nic tylko modlić się do Boga o więcej odwagi i pomysłów. Dla mnie chyba najprzydatniejsze są zawsze będą rady takie jak daje nam Radek moonwalker - 2006-11-24, 23:20 No no, ciekawy topic powstał widzę Ja też nie mam faceta Mój eks wbił mi nóż (bardzo duży) prosto w serducho (zresztą szkoda słów) i tak od 3 lat żyję sobie samotnie i jest mi z tym dobrze (się feministka ze mnie zrobiła, a co ). Podsumowując - problemów sercowych nie mam Ale za to mam problem z moim ojcem, który od jakiś 20 lat ciągle się na wszystkich wydziera (szczególnie jak ma zły humor i trzeba to na kimś odbić). Potrafi w ten sposób zarżnąć człowieka psychicznie i siły na niego nie ma Nerwica murowana [ Dodano: 2006-11-25, 00:21 ] Nataliawy - 2006-11-25, 09:35 Yyyy, a ja nie mam faceta, pewnie mieć nie będę, bo zagorzała feministka jestem i ciężko ze mną wytrzymać płci przeciwnej Skądś to znam Elee Ela - 2006-11-25, 11:54 się feministka ze mnie zrobiła, a co Maciejs - 2006-11-25, 12:18 ech, feministki a w czym wy, kobiety, jesteście lepsze? <trafiła kosa na kamień - ja uznaję wyższość mężczyzn...> moonwalker - 2006-11-25, 17:54 ech, feministki a w czym wy, kobiety, jesteście lepsze? <trafiła kosa na kamień - ja uznaję wyższość mężczyzn...> Może nie zaczynajmy tego tematu, bo zrobi się z tego niepotrzebna kłótnia... elusja - 2006-11-25, 18:15 Może nie zaczynajmy tego tematu, bo zrobi się z tego niepotrzebna kłótnia... Hmmmm, a ja się jednak spytam MaciejSa... W czym to niby mężczyźni są lepsi. Ja jako feministka nie uznaję wyższości nam mężczyznami ale równość płci. I wkurza mnie, jak facet mówi, że jest lepszy od kobiety, bo jest i koniec. A niby w czym. Kobieta to nie tylko kombajn do rodzenia dzieci i zmywarka do naczyń Maciejs - 2006-11-25, 18:38 Tyle, że feministki nie uznają już równości, a wyższość płci żeńskiej nad męską... A w czym wy, kobiety, jesteście lepsze? violate - 2006-11-25, 18:43 Maciejs doczytaj, potem komentuj, ok ? Nie ma czegoś takiego jak lepsi czy gorsi. Jesteśmy inni. Różnimy się tak pięknie, i tak pięknie się uzupełniamy. Bo to w kontaktach damsko-męskich chodzi, i ogólnie w życiu. Żeby się uzupełniać. Maciejs - 2006-11-25, 18:48 Nie doczytałem... Padam na twarz i biję się w piersi... przepraszam wszystkich urażonych... i ontopic elusja - 2006-11-25, 18:48 No ale pytam, czym sobie zasłużyłam, żeby mówić o mnie, ze jestem gorsza od mężczyzny. Bo jakoś się nie czuję. I sobie nie życzę, żeby padały tutaj takie sformułowania, że płeć jedna jest lepsza od drugiej, bo to do niczego nie prowadzi. Feminizm powstał po tym, jak kobiety zbuntowały w stosunku do traktowania ich przedmiotowo. Nie mogły pracować, nie mogły głosować, właściwie to nie mogły nic robić poza gotowaniem, sprzątaniem, rodzeniem i wychowywaniem dzieci. A niby czemu miały być gorsze od mężczyzn. Ruch feministyczny nie ma na celu walki o wyższość płci ale jest to walka o to, żeby mężczyzna docenił to, że kobieta ma równe prawa, takie same jak on. Kobiety były od zawsze pokrzywdzone, nawet jeśli chodzi o religię i nawet kościół traktuje je obecnie przedmiotowo. Więc proszę cię MaciejS, nie przeginaj pały i nie przyjmuj mi tu pozy uciśnionego. Bo i tak jesteś w lepszej sytuacji. Chociażby w starcie zawodowym. Bo nadal kobiety dostają mniejsze pensje i nie są zatrudniane na wyższych stanowiskach, chociaż ich wykształcenie na to pozwala i sprawdziłyby się w pracy tak samo jak mężczyźni. THE END. moonwalker - 2006-11-25, 19:37 Tyle, że feministki nie uznają już równości, a wyższość płci żeńskiej nad męską... Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura...chodzi tylko i wyłącznie o równość. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi (chociaż do niektórych facetów jeszcze to nie dotarło) i wszyscy mamy takie same prawa. I właśnie o to walczymy my kobiety...a nie o jakąś wyższość Bez takich mi tu proszę Maciejs - 2006-11-25, 19:46 Mam szczerą nadzieję, że jest tak jak mówisz... chociaż jak słyszę hasła o mężczyznach potrzebnych kobietom jak rybie rower czy inne tego typu, to mi się wewnątrz przewraca... violate - 2006-11-25, 20:06 No popatrz, a jak czytam ileś tam powodów dla których piwo jest lepsze od kobiety, to mi się tylko żoładek ze śmiechu skręca Wrażliwy jesteś Moniara - 2006-11-25, 20:23 Mmmm co za temat To ja się pożalę teraz No cóż co mnie boli ? Na pewno to że nie mogę do Maroka pojechać Ale się z tym pogodziłam No cóż trudno W domku nieciekawie, można rzec że trochę patologie , nie będę się wdawać w szczegóły , ale to niestety rzutuje na inne dziedziny życia i odbiera mi pewność siebie ( wogóle tak cienko z tym u mnie co też stanowi dość spory problem ) , w domu kompletny brak warunków do nauki do matury ale trudno muszę sobie poradzić bo komisji egzaminacyjnej raczej to nie będzie obchodzić No i faceci echch Ze mnie dla odmiany żadna feministka Brakuje mi faceta po prostu I cienkie doświadczenia mam w tym względzie Parę dni temu minął rok odkąd nie jestem z jedynym facetem jakiego miałam i tak trochę mnie to wprawiło w przygnębienie. I wogle cienko sobie radzę z facetami . Nieśmiałość niestety A ostatnio spodobał mi się nawet dj w moim ulubionym pubie Może macie jakieś pomysły jak poderwać DJa? ( Boże ale się naprodukowałam przepraszam ) elusja - 2006-11-25, 20:28 Może macie jakieś pomysły jak poderwać DJa? Nie warto. Znałam takiego jednego DJa. Zpie***ył mi pobyt w Cekcynie. Nie polecam Do MaciejSa: poprostu faceci nie potrafią się pogodzić z tym, że kobiety sobie w końcu doskonale bez nich radzą, widzę, że ty też. A dowcipy "przychodzi baba do lekarza"... ciekawe czemu baba akurat. I dlaczego są dowcipy o blondynkach a nie blondynach. Poprostu nadal w facetach, ba... w całym społeczeństwie, siedzi głęboko zakorzeniony szowinizm. Syntezatorka - 2006-11-25, 20:49 Mówcie co chcecie... Ja to dopiero mam szczęście do facetów! Koleżanka z gimnazjum miała rację: "Jesteś taka ładna, w gimnazjum masz przerąbane, chłopacy nie dadzą ci żyć". I to była prawda. Pierwszy tydzień w nowej szkole... "No daj mi swój numer, proszę!" i tak w kółko. odpowiadałam coś na kształt "pięzerosiempiędziewięsześ sto trzydzieści". Dzwonienie po nocach... Wtem podchodzi do mnie wysoki, przystojny blondyn... -Cześć, to ja Szymon, piszemy ze sobą od jakiegoś roku eski. Zamurowało mnie. 15 września spytał się, czy będę z nim chodzić. Zgodziłam się. chodziliśmy ze sobą miesiąc. Zdradził mnie. Przypadkiem przechodziłam koło jego domu i zauważyłam to...to było 18 października. 19 za to za namową przyjaciółek i kochanych kolegów z klasy postanowiłam kulturalnie z nim zerwać (czytaj: dac z liścia). Odbyło się to na przewie między piątą a szóstą lekcją(angielski/fizyka). Podobno bolało. Na drugi dzień mieliśmy chrzczenie kotów. On był prowadzącym. Patrzył na mnie jak na idiotkę, kiedy piłam miksturke. Wzięłam następny kubek i wylałam mu na jego śliczne blond włoski. Kilka dni później zaczął się dowalać do mnie niejaki Dawid. Fajny gostek. Zawsze na przerwach wykręcał mi ręce. Nie przeszkadzało mi to, nawet w takiej sytuacji było mozna się skręcić i przytulić do niego. Na urodzinach koleżanki poprosił mnie o chodzenie. Tym razem przemyślałam to dwa dni. Zgodziłam się. W szkole razem właziliśmy na drzewa, pisaliśmy liściki świńską łaciną... We wtorek wracam do domu, cała w skowronkach, a tu rozdzwania się moja cegiełka. SMS od Dawidka... "nie chcę z tobą chodzić, bo to nie jest miłość..." Byłam załamana, bo naprawdę go kochałam. Teraz jesteśmy przyjaciółmi. On nadal wykręca mi ręce. Ostatnimi czasy dowala się do mnie Andre (Dominik). Naprawdę mi się podoba. Byliśmy razem na dyskotece szkolnej. Następnego dnia napisał mi karteczkę, że chciał ze mną zatańczyć przytulańca, ale nie miał odwagi mnie o to poprosić. i że nie zmarnuje następnej szansy. 30 jest następna dyskoteka. Powiedział z takim tajemniczym uśmiechem, że będzie to mój kolejny fajny dzień... Już się boję...mam nadzieję że Andrzejek będzie najrozumniejszy z nich wszystkich. Oby. luki44 - 2006-11-25, 21:00 Mówcie co chcecie... Ja to dopiero mam szczęście do facetów! Koleżanka z gimnazjum miała rację: "Jesteś taka ładna, w gimnazjum masz przerąbane, chłopacy nie dadzą ci żyć". I to była prawda. Pierwszy tydzień w nowej szkole... "No daj mi swój numer, proszę!" i tak w kółko. odpowiadałam coś na kształt "pięzerosiempiędziewięsześ sto trzydzieści". Dzwonienie po nocach... Wtem podchodzi do mnie wysoki, przystojny blondyn... -Cześć, to ja Szymon, piszemy ze sobą od jakiegoś roku eski. Zamurowało mnie. 15 września spytał się, czy będę z nim chodzić. Zgodziłam się. chodziliśmy ze sobą miesiąc. Zdradził mnie. Przypadkiem przechodziłam koło jego domu i zauważyłam to...to było 18 października. 19 za to za namową przyjaciółek i kochanych kolegów z klasy postanowiłam kulturalnie z nim zerwać (czytaj: dac z liścia). Odbyło się to na przewie między piątą a szóstą lekcją(angielski/fizyka). Podobno bolało. Na drugi dzień mieliśmy chrzczenie kotów. On był prowadzącym. Patrzył na mnie jak na idiotkę, kiedy piłam miksturke. Wzięłam następny kubek i wylałam mu na jego śliczne blond włoski. Kilka dni później zaczął się dowalać do mnie niejaki Dawid. Fajny gostek. Zawsze na przerwach wykręcał mi ręce. Nie przeszkadzało mi to, nawet w takiej sytuacji było mozna się skręcić i przytulić do niego. Na urodzinach koleżanki poprosił mnie o chodzenie. Tym razem przemyślałam to dwa dni. Zgodziłam się. W szkole razem właziliśmy na drzewa, pisaliśmy liściki świńską łaciną... We wtorek wracam do domu, cała w skowronkach, a tu rozdzwania się moja cegiełka. SMS od Dawidka... "nie chcę z tobą chodzić, bo to nie jest miłość..." Byłam załamana, bo naprawdę go kochałam. Teraz jesteśmy przyjaciółmi. On nadal wykręca mi ręce. Ostatnimi czasy dowala się do mnie Andre (Dominik). Naprawdę mi się podoba. Byliśmy razem na dyskotece szkolnej. Następnego dnia napisał mi karteczkę, że chciał ze mną zatańczyć przytulańca, ale nie miał odwagi mnie o to poprosić. i że nie zmarnuje następnej szansy. 30 jest następna dyskoteka. Powiedział z takim tajemniczym uśmiechem, że będzie to mój kolejny fajny dzień... Już się boję...mam nadzieję że Andrzejek będzie najrozumniejszy z nich wszystkich. Oby. Ożesz Takich przykładów to się nie spodziewałem, mam nadzieję Syntezatorko, że w końcu ten jedyny się znajdzie. A poza tym masz dużo cierpliwości, jakby mi gość raz bez pozwolenia wykręcił rękę to bym chyba o ścianę rzucił , albo krzesłem w łeb. Powodzenia... Syntezatorka - 2006-11-25, 21:08 Luki, to taki rodzaj zainteresowania Andre musi być tym jedynym, ale póki co, to jestem już siostrą! Nataliawy - 2006-11-25, 21:10 Widzę że topic się spodobał Cieszę się Co do feministek to popieram kobiety które się już wypowiedziały. Równość przede wszystkim A co do facetów to, droga Syntezatorko, czekaj cierpliwie a znajdzie Cię ten jedyny. W sumie strzała amora uderza niespodziewanie i z ogromną siłą. Powodzenia! violate - 2006-11-25, 21:13 W sumie strzała amora uderza niespodziewanie i z ogromną siłą. i tam gdzie nie trzeba luki44 - 2006-11-25, 21:13 Luki, to taki rodzaj zainteresowania Andre musi być tym jedynym, ale póki co, to jestem już siostrą! Gratulacje z nowego rodzeństwa Nataliawy - 2006-11-25, 21:22 CONGRATULATIONS SYNTEZATORKO! Sorki za użycie wielkich liter ale musiałam to wykrzyczeć Gratuluję małego Igorka Syntezatorka - 2006-11-25, 21:32 Dziękuję wam! Az się popłakałam... Obiecuję, że będzie on kolejnym oddanym fanem Jaśka, będę go truła dźwiękami synteków od chwili znalezienia się w domu... Maciejs - 2006-11-26, 11:27 Hehe... ja córkę mojej kuzynki trochę potrułem "Geometry of Love". Zasypiała zaraz po trzecim utworze... (ja też ) Roni - 2006-11-26, 12:30 Ja się nad wieloma zerwaniami nie chcę rozwodzić bo jak spotykałem tego delikwenta co się wtrynil to przerabiałem go na gulasz btw jest jeszcze taki jeden, który póki co skutecznie się skrył Ale mam już przygotowaną na niego obrączkę [ale czy tylko na niego ?? ] ![]() Nina - 2006-11-26, 13:06 I dlaczego są dowcipy o blondynkach a nie blondynach. Spróbuję Cię pocieszyć Elle, jest taka kreskówka "Johny Bravo". Ona rekompensuje wszystkie dowcipy o blondynkach. Jej bohaterem jest mięśniak Johny o muskułach wielkości piłki lekarskiej a mózgu - ziarnka maku. Nie muszę chyba rozwijać tematu. Co do rozważań typu "o większości świąt Wielkiej nocy nad świętami Bożego Narodzenia" uważam, jak wielu przedmówców, że nie ma lepszej i gorszej płci, są różne i całe szczęście. Gdyby byli sami faceci na świecie, to zanudziliby się na śmierć albo by się pozabijali (żadne piwko by nie pomogło), same kobitki prędzej czy później powpadałyby w depresję i nawet gdyby dzieci znajdowały w kapuście, ich życie byłoby miałkie i bezbarwne. Cieszmy się, że jesteśmy i jedni i drudzy i starajmy się współistnieć. [ Dodano: 2006-11-26, 14:10 ] luki44 - 2006-11-26, 13:25 :D Ja się nad wieloma zerwaniami nie chcę rozwodzić bo jak spotykałem tego delikwenta co się wtrynil to przerabiałem go na gulasz btw jest jeszcze taki jeden, który póki co skutecznie się skrył Ale mam już przygotowaną na niego obrączkę [ale czy tylko na niego ?? ] Obrazek Niezły sprzęt . Jak ktoś coś ma, to od razu moonwalker - 2006-11-26, 19:02 btw jest jeszcze taki jeden, który póki co skutecznie się skrył Ale mam już przygotowaną na niego obrączkę [ale czy tylko na niego ?? ] Nie no Roni, strach się bać Gdybym była facetem, nie chciałabym cie spotkać w ciemnym zaułku Nataliawy - 2006-11-26, 19:39 Gdybym była facetem, nie chciałabym cie spotkać w ciemnym zaułku A ja nawet w jasnym zaułku bym nie chciała FLU - 2006-11-27, 11:01 A ja od 8 lat jestem szczęsliwa w miłości... i jest SUPER Roni - 2006-11-27, 12:23 Nie no Roni, strach się bać Gdybym była facetem, nie chciałabym cie spotkać w ciemnym zaułku Eeee no pany Lanie dostaje tylko ten co zasłużył A kobitki to nicio innego jak tulić i całować Nie biercie mnie za jakiegoś kata, mi też się kilka razy oberwało Ale... Podgórze w Toruniu uczy życia np jak radzić sobie w sytuacji kiedy 5 m od furtki napada cię 8 szczyli z 2-3 gimnazjum Nataliawy - 2006-11-27, 16:29 A kobitki to nicio innego jak tulić i całować Jej...Czyżbyś miał sentyment do kobitek? Roni - 2006-11-27, 16:42 Jej...Czyżbyś miał sentyment do kobitek? ekhm eskimo - 2006-11-28, 01:48 Chyba telepatycznie przesłałem Natalii jakieś strzępki informacji z tego co się teraz dzieje w moim życiu. Cóż za zbieg okoliczności że ten topic powstał właśnie teraz. Nie pojawiałem się na forum ostatnio zbytnio bo zostałem trafiony obusiecznym mieczem prosto między żebra. Po dwóch latach udanego związku i wspólnego mieszkania, planów itp moja druga połowa postanowiła skończyć nasz związek. Uzasadniła to tym, że potrzebuje teraz wolności, chce się skupić na karierze, nauce i nie ma w jej życiu miejsca na faceta. Delikatnie mówiąc czuję się jak po czołowym zderzeniu z towarowym. Darzyłem ją uczuciem wyjątkowym, poświęcałem wiele i chciałem spędzić z nią jeszcze wiele wspaniałych chwil. A tu trach. Najgorsze jest to, że widziałem od jakiegoś czasu, że coś jest nie halo i wymusiłem na niej zeznania. A jakbym nie wymusił? To dalej byśmy żyli w zakłamanym związku? Buzi na dzień dobry? Wspólne spacery? Aż mnie strzela na myśl, że po tak długim czasie nie stać było ją no by powiedzieć mi wszystko natychmiast jak wygasło uczucie. Teraz dalej mieszkamy w tym samym jednopokojowym mieszkanku i chyba nie muszę mówić jak bolesne to jest dla mnie. Ona nie okazuje żadnych emocji, rozmawia ze mną jakbyśmy byli dobrymi kumplami a ja muszę udawać bo inaczej to w ogóle nie dałoby się wytrzymać. Teraz muszę uzbierać troszkę pieniążków i wyprowadzić się precz, zacząć wszystko od nowa i nauczyć się radzić sobie z rozdzierającym bólem. Uch mówię wam życie to nie bajka, nawet Jasiek mi nie pomaga. To pierwszy raz jak zostałem zraniony i kto tego nie przeżył ten nie wie jak to jest być odstawionym na półkę jak starą książkę... Roni - 2006-11-28, 09:55 Oj szef wiem jak się czujesz ... U mnie było podobnie tylko, że jeszcze gorzej U mnie był mocniejszy cios, a zbierać po tym wszystkim jest jeszcze gorzej... Siły i wytrwałości życzę... Wyprowadź się. Bo życie razem w takim stanie i po takich dymach jest maga dobijające. btw z drugiej strony jak widziałeś że coś jest nie tak to mogłeś z nią o tym pogadać Nataliawy - 2006-11-28, 16:31 Chyba telepatycznie przesłałem Natalii jakieś strzępki informacji z tego co się teraz dzieje w moim życiu. Ustawiliśmy myśli na tych samych falach Nina - 2006-11-28, 17:03 Nie wiem co bardziej boli, odstawienie na boczny tor, czy fakt, że druga osoba nie ma odwagi powiedzieć co jest grane i struga głupa udając kumpelstwo itd. Kiedyś moja koleżanka miała chłopaka, chyba pierwszego tak bardziej poważnie. Nie, żeby snuła jakieś małżeńskie plany przed zakończeniem studiów, ale nie był on już napewno zwykłym kumplem. Po upływie ponad roku całkiem udanego związku, coś zaczęło się zaciemniać. Zgodziła się pojechać z nim na rajd w góry z grupą znajomych z akademika, mając nadzieję, że pogada z nim szczerze i dowie się o co chodzi. Na dworcu okazało się, że jest o jedną osobę więcej - znajoma z widzenia dziewczyna z innego wydziału. Na miejscu w schronisku ze szczerej rozmowy wyszły wielkie "nici" bo chłopak koleżanki zajął się konwersacją i nie tylko z tą dziewczyną, którą, jak się okazało sam zaprosił. Po imprezce w oparach grzanego wina, dźwiękach gitar i śnieżycy za oknem, nikt już w grupie nie miał złudzeń, że koleżanka została na lodzie a jej chłopak to już nie jej chłopak, przy czym niekonieczne były jakiekolwiek domysły, każdy mógł zobaczyć na własne oczy. Ranek w zaśnieżonych górach był bardzo smutny dla mojej koleżanki. Czuła się jakby spadła z Giewontu wprost do Morskiego Oka (o ile to wogóle możliwe), jakby kolejka linowa z Kasprowego wgniotła ją w zbocze i tak by można było mnożyć porównania. Od tej pory zima w górach, nawet najpiękniejsza, zawsze nosi dla mojej koleżanki jakieś ponure piętno. Sporo czasu musiało minąć aby moja koleżanka zrozumiała, że jej były chłopak to zwykły dupek i tchórz, a dla takiego szkoda czasu na rozpamiętywanie. A po pewnym czasie, gdy już pracowała, spotkała go przypadkiem na jakimś kongresie czy czymś w tym rodzaju i ...nawet nie spróbowała się do niego odezwać, po prostu odwróciła się i poszła w inną stronę. Nie dlatego, że pozostał jakiś żal, ale stwierdziła, że nie ma z nim o czym gadać. No a Wy co zrobilibyście na moim miejscu? Teraz, już w zupełnie innych okolicznościach przyrody, całkiem szczęśliwych, wiem gdy przychodzą złe chwile: To minie. I jestem pewna, że za wszelką cenę trzeba rozmawiać, nawet jeśli to czego się dowiadujemy nie jest po naszej myśli. Uczciwie stawiając sprawę, nie ranimy swoich bliskich (i tych dalszych też) tak bardzo. eskimo - 2006-11-28, 22:50 Dzięki, wiedziałem, że mogę na Was liczyć moonwalker - 2006-11-29, 00:05 kto tego nie przeżył ten nie wie jak to jest być odstawionym na półkę jak starą książkę... Współczuję Eskimo, wiem jakie to uczucie...też miałam nieprzyjemność je poznać Wyprowadź jak szybko się da, będzie Ci znacznie łatwiej się po tym pozbierać. Trzymam kciuki żeby się wszystko ułożyło kruspe - 2006-11-29, 15:19 powiedzieć bez wyraźnej przyczyny "spadaj". można tak powiedzieć przyjacielowi, ale on/ona będzie wiedzieć, że musi zostać A co do tematu to kiedyś na pewno się wygadam... narazie napisze tyle, że to doskonały temat i pokazaliście, że umiecie pomóc i można się wygadać. Wielki SZACUNEK za to dla Was chrisbern - 2006-11-29, 16:52 To pierwszy raz jak zostałem zraniony i kto tego nie przeżył ten nie wie jak to jest być odstawionym na półkę jak starą książkę... I ja się z Tobą solidaryzuje jako również odłożony na półkę 9 lat temu (i do dziś z nie nie ściągnięty). To straszne, że masz taką sytuacje „uczuciowo-mieszkaniową” . Wolność? Kariera? Musiało boleć... Wyprowadzaj się czym prędzej stary... Pozdrawiam ciepło! Nataliawy - 2006-11-29, 17:35 można tak powiedzieć przyjacielowi, ale on/ona będzie wiedzieć, że musi zostać Coś czuję że rośnie we mnie chęć opowiedzenia historii która toczy się każdego dnia z każdą godziną. Po prostu jest ze mnie taki głupi, naiwny i wierny aż do bólu człowiek. Żeby przyjaciel jeszcze chciał zostać i nie traktować tej wypowiedz jako uwolnienie się od tej przyjaźni... kruspe - 2006-11-29, 18:26 Nataliawy <głaszcze> przepraszam, chyba nie powinienem tego pisać... jedyne co mi teraz przychodzi do głowy to słowa pewnego człowieka (nie pamiętam już kogo) "Jeśli przyjaźń się kończy, to znaczy że jej nigdy nie było" Nie wiem jak to odbiorą inni, ale ja w to wierze Roni - 2006-11-29, 19:15 "Jeśli przyjaźń się kończy, to znaczy że jej nigdy nie było" Bardzo prawdziwe chrisbern - 2006-11-29, 20:08 Bardzo prawdziwe ... i smutne... Nataliawy - 2006-11-30, 16:06 Nataliawy <głaszcze> przepraszam, chyba nie powinienem tego pisać... Nic się nie stało, nie gniewam się Po prostu brutalna rzeczywistość mnie czasem przytłacza. A ostatnio pewna sytuacja po prostu wywierciła mi takiego doła że nie mogę uwierzyć w to co kiedyś było i w to, że już wszystko się zmieniło o 180 stopni. Napiszę o tym na pewno. kruspe - 2006-11-30, 17:35 Natalia powiem Ci jedno - na pewno nie jesteś niczemu winna, a to że jesteś wrażliwa to moim zdaniem zaleta, którą ktoś, prędzej czy później, doceni. W moich głośnikach leci właśnie Reamonn - Supergirl i tą piosenke Ci dedykuje Maciejs - 2006-11-30, 17:39 No tak, skąd my to znamy... jeden dzień przyjaciółki na całe życie, a drugi dzień już się nie znają... Bardzo nieodpowiedzialnie zachowała się ta twoja "przyjaciółka"... (piszę w cudzysłowie, ale nazwać przyjaźnią coś, co nie przetrwa kilku miesięcy niewidzenia, to troszkę na wyrost...) moonwalker - 2006-11-30, 18:08 Mnie też coś takiego kiedyś spotkało Natalia...i wiem co czujesz. To boli, kiedy ktoś z kim się przyjaźniłaś nagle skreśla cie z listy. Chamstwo poprostu - inaczej tego nie można nazwać. Roni - 2006-11-30, 19:48 Niestety z reguły po wyjściu z podstawówki/gimnazjum/liceum dochodzi do takich rzeczy i jest to w większości wypadków nieodzowne chrisbern - 2006-11-30, 19:53 Niczemuś nie winna Nataliawy. A Twoja wrażliwość jest wspaniała i chyba ginąca cecha w naszym twardym, pragmatycznym, ambitnym, egomanskim i na wskroś tandetnym społeczeństwie. Nie jest łatwo być wrażliwcem (i ja nim jestem) i sporo cięgów się od życia dostaje za to, ale najważniejsze byś zajrzawszy w swoje serce i rozejrzawszy się tam (wygląda bowiem na spore ) mogła sobie powiedzieć „tutaj wszystko w porządku”. Ja tez trochę złych doświadczeń mam z powodu mej wrażliwości, naiwności i trochę nieporadności życiowej. Niebezpiecznie się robi, kiedy pojawia się zgorzknienie – taka pomarańczowa skorka wokół naszej wrażliwości. Chroni nas jakoś z zewnątrz, ale od środka jest gorzka. We mnie się chyba taka skorupka zrobiła i dlatego jestem wiecznym outsiderem. Odseparowuje się od ludzi, którzy mi nie odpowiadają. Jak oni mi, tak ja im. Nawet nauczyłem się trochę kłócić i miażdżyć wrogów spojrzeniem . Nie jest to idealne rozwiązanie, ale jakoś mnie chroni... Nie jest łatwo być wrażliwcem... Ela - 2006-11-30, 20:19 Napewno znajdziesz w końcu prawdziwą przyjaciółkę. To prawda! W końcu ktoś dostrzeże, że jest z Ciebie dobra, porządna dziewczyna o wielkim sercu! Ja również jestem wrażliwcem. Naprawdę łatwo mnie zranić, oszukać, opluć, zasypać obelgami, a ja nie jestem w stanie nic z siebie wykrzesać, żadnego sprzeciwu lub odwetu Nina - 2006-12-01, 11:49 "Co nas nie zabije, to nas wzmocni" - może zbyt ostre motto, ale prawdziwe. Teraz łatwiej Ci będzie poznać ludzi i ich intencje zanim zaangażujesz się w nową przyjaźń. Z czasem człowiek napotyka różnych ludzi, jedni chcą się przyjaźnić dla podniesienia prestiżu jeśli akurat wykonujesz jakąś ważną funkcję, inni dla kasy lub innych korzyści. Na szczęście jest jeszcze wiele ludzi, chcący przyjaźnić się całkiem bezinteresownie. I takich łatwiej Ci teraz będzie rozpoznać. Podobnie jak moi przedmówcy, uważam, że absolutnie nie ma Twojej winy w całej tej sytuacji, a Twoja wrażliwość i może naiwność jest jedynie Twoim atutem. Przyjaźnie z podstawówki często się rozpadają i to jest naturalne, chociaż czasem zdarza się taka przyjaźń na długie lata. Swoją drogą nie potrafię zrozumieć powodu dla którego Twoja koleżanka odwróciła się od Ciebie. Co może mieć do tego inny profil wybrany w szkole. Najważniejsze, że wybrałaś to co uważałaś za ważne dla Ciebie, w końcu to Twoje życie. A ta Twoja była przyjaciółka i jej koleżanki przypominają mi malowane lalunie z tych głupawych amerykańskich filmów na Zig-Zag czy tym podobnych programach. Uszy do góry. Nataliawy - 2006-12-01, 15:26 W moich głośnikach leci właśnie Reamonn - Supergirl i tą piosenke Ci dedykuje Bardzo mi miło Nina - 2006-12-01, 17:34 Nina napisał/a: Z czasem człowiek napotyka różnych ludzi, jedni chcą się przyjaźnić dla podniesienia prestiżu jeśli akurat wykonujesz jakąś ważną funkcję, inni dla kasy lub innych korzyści. To, moim zdaniem, przekracza wszelkie granice. To jest po prostu "wyścig szczurów" i nadzieja że zrobi się wyzysk na tym "przyjacielu" a potem SPADAJ Powinnam była oczywiście napisać słowo: przyjaźnić w cudzysłowiu co nadałoby odpowiednie znaczenie całemu zdaniu oraz mojej ocenie takich "przyjaźni". tomi - 2006-12-01, 18:52 Ja mam trochę dziwny problem już od dłuższego czasu. Nie wiem czy jest na to jakaś rada : Otóż zaczęło się już na zakończeniu gimnazjum, kiedy to jak w każdych 3 klasach panuje smutna atmosfera z powodu rozstania z najbliższymi kolegami i nauczycielami. Ja wspominam moją byłą klasę bardzo wspaniale nie mówiąc już o nauczycielach, których miałem chyba najlepszych. Ja chodzę do ZSO, gdzie znajduje się SP, GIM i LO. Liceum jest po drugiej stronie "łącznika". Po gimnazjum postanowiłem zostać w tym liceum ponieważ miałem kilka powodów. Ale chodzi o to gdy jestem w gimnazjum to od razu powracają wspomnienia z tych lat ale niestety jak wiadomo czasu się nie cofnie. Mówią, że najlepiej jest wspominać liceum, ale dla mnie najczęściej powracają wspomnienia z gimnazjum, w których człowiek się zmienia, ja też . W gimnazjum zacząłem słuchać Jaśka, poznałem wielu wspaniałych ludzi. Najbardziej ucieszyło mnie to jak jestem w liceum i spotykam moich byłych nauczycieli (np. podczas dyżuru na łączniku czy w stołówce), że pytają się mnie jak sobie radze w liceum( wyjątkiem jest mój były wychowawca, który w ogóle ze mną nie rozmawiał tylko wczoraj podczas mojego dyżuru przechodził koło mnie i ja mówię : Ja- Dzień Dobry Były Wychowawca - Dzień Dobry ( przeszedł dwa kroki i się do mnie odwraca ). Jak tam w liceum ? Ja - Dobrze Były Wychowawca - Aha to dobrze. I poszedł nie pytając jak sobie radzę z przedmiotami. Rozmawiałem już ze wszystkimi nauczycielami i zdziwiło mnie, że dwóch nauczycieli ( od polskiego i matematyki ) zaproponowali mi przygotowania do matury ! Powiedzieli również, że jak czegoś nie będę rozumiał to mogę się do nich zgłosić i oni by mi wytłumaczyli. No po prostu chyba lepiej nie mogłem trafić . Podsumowując : Gimnazjum był dla mnie jak na razie najpiękniejszym okresem ( do gimnazjalistów na forum - korzystajcie póki możecie z gim, z klasy, z nauczycieli bo później przyjdą tylko wspomnienie tak jak mi), utrzymuje wspaniały kontakt z nauczycielami z gim, których bardzo szanuje no i najtrudniejsze jest dla mnie to, że gdy jestem w gimnazjum to powracają wspomnienia, których nie zapomnę... Nataliawy - 2006-12-01, 20:41 Sorki, że tak często komentuję. Po prostu nie mogę uwierzyć w to, że jest ktoś kto prócz mnie ma bzika na punkcie nauczycieli (oczyyywiście bzika w pozytywnym znaczeniu). Nie gniewaj się Tomi. moonwalker - 2006-12-01, 23:41 Nie rozumiem ludzi którzy mówią że liceum wspomina się najlepiej. Też nie rozumiem ludzi, którzy tak mówią...w końcu to zależy do jakiego liceum się trafi i na jakich ludzi. Ja niestety nie wspominam miło ani podstawówki ani liceum. Przez cały ten czas żyłam wśród ludzi, którzy żerowali na innych i wykorzystywali ich do własnych celów, knuli rozmaite intrygi (padłam ofiarą tych intryg nie raz). Nie utrzymuję kontaktu z nikim z tamtego okresu, bo poprostu nie warto... I najlepiej to ja będę wspominać studia Nataliawy - 2006-12-02, 12:35 I najlepiej to ja będę wspominać studia U mnie to się jeszcze okaże, ale podejrzewam że studia i gimnazjum będę wspominać najcieplej A swoją drogą to na studiach podobno poznaje się najlepszych przyjaciół. Tam ludzie zmuszeni są trzymać się razem i wspierać się nawzajem. Potem kolokwia, sesje... Tomi, studia jeszcze przed nami więc głowa do góry kruspe - 2006-12-02, 14:59 no ja Wam zazdroszczę... bo ja ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani w liceum nie miałem i nie mam zgranej klasy... w tej chwili utrzymuje kontakt (sporadyczny) z dwoma osobami z gimnazjum... reszta albo nie była warta, albo poprostu kontakt umarł "śmiercią naturalną"... teraz w liceum dogaduje się tylko z 5 osobami, na 16 w klasie... chrisbern - 2006-12-03, 16:55 Ja nauczycieli mam bardzo fajnych, a z klasa się powiedzmy ... tolerujemy. Powodów jest kilka (moje teorie) 1) dołączyłem do klasy parę tygodni później, kiedy grupki już się potworzyły 2) Jestem najstarszy, facet (w klasie 26 „bab” i jeden znośny chłopak, którego uwielbjają bo jest gejem) 3) Jestem półpolakiem, czyli innymi słowy Auslanderem 4) Nic sobie nie robię z mód i trendów, nie usiłuję być cool 5) Jestem szczery, nie usiłuję być na siłę zabawny i udawać, ze wszystko jest super i wszyscy są super w o gole jest czadowo 6) I nie mam wspólnych tematów, bo te siksy nie mają o niczym innym pojęcia, jak piercing, najnowszy model komórki, lokale, dyskoteki i pasemka. 7) Wydaje im się, ze będąc facetem hetero nie myślę, o innym, jak o ich wystających z portek tyłkach. Tak wiec jestem sobie outsiderem, z nikim nie rozmawiam a jak są zadania w grupach, to odczekuje aż się grupki zbudują i od niechcenia (z obu stron) dołączam do jakieś niekompletnej. No dobra, może trochę przesadziłem. Po ponad dwóch latach jest parę dziewczyn, z którymi zamienię słówko i które nie wywracają oczami jak się do ich grupki podłączam. Jeszcze parę miesięcy i będzie „po ptokach”, wtedy zaczną się czule pożegnania, przyjaciółki będą się zapewniać o pozostawaniu w kontakcie (tere fere), a ta i owa, żeby zagłuszyć nieczyste sumienie być może będzie próbowała się do mnie koleżeńsko zbliżyć. Ale ja jestem pamiętliwy.... Nataliawy - 2006-12-10, 20:17 Ja nauczycieli mam bardzo fajnych, a z klasa się powiedzmy ... tolerujemy. Wolno spytać w jakim wieku jesteś? violate - 2006-12-10, 20:25 U mnie w klasie są chłopcy co równo gapią się na dekolty. Peszy mnie kiedy się chcę coś człowieka zapytać (np. co było na zadanie) a ten albo się gapi jak głupi albo ręce wędrują mu tam gdzie nie trzeba... Ludzie, gdzie wy żyjecie ? No ale taki wiek Ale ja bym tak nie dała. Jeden z drugim już dawno by dostał po gębie, o ile nie po czymś innym. Eh... ta dzisiejsza młodzież matek.orzel - 2006-12-10, 20:42 U mnie mija juz tydzień jak rozstałem sie z moją dziewczyną... Początkowo nie mogłem dojśc do siebie i cały czas rozpaczałem bo naprawdę kochałem tą dziewczynę ale niestety los sprawił że zaistniała między nami poważna sprzeczka i postanowiliśmy razem że ten związek nie ma juz sensu... Z tego co słyszałem to już sobie znalazła nowego chłopaka... Wychodzi na to że byłem jej kolejnym którymśtam chłopakiem... chrisbern - 2006-12-11, 19:02 Wolno spytać w jakim wieku jesteś? A wiec od tygodnia ma już lat 31. Dzięki za przyjazne słowa Nataliawy i nie daj sobie w dekolt zaglądać . Naprawdę przechodzą ci kolesie do rękoczynów?! Co za czasy... Swoja droga kontakty męsko damskie, „podrywanie”, co wolno, co nie, co się przestarzalo, a co jest nie do uniknięcia to byłby niezły nowy topik. Jakbym to wiedział, to nie byłbym od prawie 10 lat solo, co dosyć boli. Matek... Nie będę się wysilał na tanie pocieszanie, bo wiem jak wygląda świat, gdy ukochana kobieta powie „zegnaj”. Przetrzymaj pierwszy czas, spróbuj się zająć czymś, co Cię od sprawy choć na parę chwil zapomnienia oderwie. Oglądaj głupie filmy i spij z włączonym radiem, gdzie dużo gadają. Jest tez taka sztuczka... Jak nękają Cię wspomnienia jakieś szczególnej przykrej sceny z Twoja dziewczyna, dopraw jej w wyobraźni czerwony nos clowna i puść w głowie cyrkowa muzykę. To pomaga nabrać do sprawy dystansu i ujrzeć ja w nieco innym świetle. I trzymaj sie... Maciejs - 2006-12-11, 19:09 Wychodzi na to że byłem jej kolejnym którymśtam chłopakiem... No to widać, że jakaś femme fatale... pewnie chodziła z pięcioma naraz i żaden nie wiedział o innych... No i spróbuj, tak jak już powiedział chrisbern, zapomnieć... to nie jest łatwe, ale warto spróbować. eskimo - 2006-12-12, 17:42 U mnie mija juz tydzień jak rozstałem sie z moją dziewczyną... Początkowo nie mogłem dojśc do siebie i cały czas rozpaczałem bo naprawdę kochałem tą dziewczynę ale niestety los sprawił że zaistniała między nami poważna sprzeczka i postanowiliśmy razem że ten związek nie ma juz sensu... Z tego co słyszałem to już sobie znalazła nowego chłopaka... Wychodzi na to że byłem jej kolejnym którymśtam chłopakiem... Matek łączę się w bólu, stary wiem dokładnie jak się czujesz i szczerze współczuję. Ale nie bój nic, czas leczy rany, rozejrzyj się dookoła, spotkaj się ze znajomymi i nawet nie będziesz wiedział kiedy natrafisz na nowy obiekt westchnień Wiem co mówię właśnie to przeżywam. Zgodnie z zasadą "do odważnych świat należy" podążyłem za głosem intuicji i wygląda na to, że długo szczęścia szukał nie będę Konkluzja - wszystko zależy od Ciebie. Trzymam kciuki! Roni - 2006-12-12, 20:26 Zostało tylko 4 mld innych kobiet moonwalker - 2006-12-12, 23:08 Dokładnie!! Życie nie kończy się na jednej kobiecie, tudzież mężczyźnie elusja - 2006-12-12, 23:52 Łeeee, to eskimo już nie do wzięcia? Nataliawy - 2006-12-13, 15:39 Łeeee, to eskimo już nie do wzięcia? A co? Miałaś co do niego jakieś plany? żartuję... Rzadko kiedy się zdarza żeby ktoś był ze swoją pierwszą miłością do końca życia... ale pomarzyć zawsze można... FLU - 2006-12-13, 19:39 Rzadko kiedy się zdarza żeby ktoś był ze swoją pierwszą miłością do końca życia... A zdarzają sie takie pary. Znam nie jedną i nie dwie.... Są szczęśliwe po uszy.... Ela - 2006-12-13, 21:24 Są szczęśliwe po uszy.... To znaczy, że takie związki istnieją i jest możliwe zakochanie się na całe życie Tylko takie związki popieram, bez pośpiechu i słomianego zapału. Na razie nie interesuję się tymi sprawami, ale większość ludzi w moim wieku już przeżywa miłosne przygody Ale zazwyczaj kończy się podobnie, żałosnym fiaskiem Jako osoba dorosła chciałabym być właśnie w takim związku, o którym napisała FLU. A jeśli nie czeka na mnie taka osoba, która pokocha ze wszystkimi wadami, to wolę zostać starą panną Ale na razie mam naukę, jakoś nie pociąga mnie to całe wzajemne podrywanie Wolę prostsze radości życia, jak choćby malowanie eskimo - 2006-12-13, 22:01 Łeeee, to eskimo już nie do wzięcia? ee tam, jasne, że do wzięcia, bez przesady FLU - 2006-12-14, 11:57 Jako osoba dorosła chciałabym być właśnie w takim związku, o którym napisała FLU. Życzę Tobie Elu tego z całego serca Ela - 2006-12-14, 14:59 Życzę Tobie Elu tego z całego serca Dziękuję, FLU Aż mi się zrobiło ciepło na serduszku Nataliawy - 2006-12-14, 17:40 jasne, że do wzięcia, bez przesady Elee...rozchmurz się Masz szanse tomi - 2006-12-14, 17:51 W przyszłości chciałabym mieć tego jedynego przez całe życie. Życzę Ci tego ale... Pamiętaj , że całe życie nie będziesz szczęśliwa. Każdego kiedyś ogarną chwile smutku i tragedii nie da się żyć ciągle być szczęśliwym... Roni - 2006-12-14, 18:29 Nie ma związków idealnych A bycie ze sobą a potem wspólne mieszkanie to zupełnie 2 różne historie FLU - 2006-12-15, 11:33 nie ma związków idealnych A bycie ze sobą a potem wspólne mieszkanie to zupełnie 2 różne historie A właśnie......co to jest związek idealny Hmmm nie ma takiego. Zawsze sa gorsze i lepsze dni Czasami powiesz coś czego potem żałujesz ale takie jest życie i trzeba iść do przodu Ela - 2006-12-15, 17:17 Wspólnie przeżyte kłopoty często umacniają związek Syntezatorka - 2006-12-17, 14:13 Nataliawy napisał/a: Jej...Czyżbyś miał sentyment do kobitek? ekhm EKHM ! Kontynuacja opowieści Syntezatorki... 30 listopad. Andrzejki. Z wróżby wynika, że wyjdę za Bigosa, będę bogata, zamieszkam we Wrocławiu. ale ja chcę Andrzejka! Dyskoteka. Mały skok w bok z Chomikiem(Natalia, pamiętasz??). Żałuję do dzisiaj... Andrzejek się obraził. Nie zależy mu już na mnie. Założyłam z przyjaciółką pakt(?). Zero chłopaków. I tutaj jest najlepsze: zaczęłam dowalać się do Bigosa. W końcu znamy się od 3 lat. Dobry przyjaciel. W piątek na przerwie on do mnie takie coś: -Synteza, musimy poważnie pogadać. -Ehe. -Słuchaj, jest sprawa... -Wal śmiało -po pierwsze-podobasz mi się...po drugie... czy będziesz ze mną chodzić? w tej chwili mnie zamurowało. Ja i Bigos... Cholerka... -ee...y... no tego... no dobra... A wczoraj był ślub! my jesteśmy udani... Żałujcie że nie widzieliście jak mi się oświadczał... i to Bigos będzie tym jedynym. OBY Trochę to w telegraficznym skrócie, no ale cóż... Nataliawy - 2006-12-17, 17:10 mam najwspanialszą klasę na świecie i nigdy się nie rozstaniemy... Też tak myślałam a widzisz jacy to byli "świetni przyjaciele". Zapomnieli po dwóch minutach od zakończenia roku szkolnego. To boli Zbliżają święta i znów ja glupia wyjdę pierwsza z inicjatywą a oni potraktują mnie jak zło konieczne odpowiedzią "no". To mnie znów zaboli ale trzeba w końcu nauczyć się walczyć z brutalnym światem chrisbern - 2006-12-18, 18:59 A wczoraj był ślub! No to niezłego ... bigosu narobiłaś Sorry, nie mogłem się powstrzymać (ale pewnie słyszysz coś podobnego od co drugiej osoby...) Gratuluje i życzę szczęścia pani Bigosowo ! Argon - 2006-12-27, 00:29 Nie wiem ile osób jest ode mnie młodszych, wypowiadających się nieraz (parę jest)... Mój pierwszy związek zaistniał jak miałem 17 lat. A związki były 3... jak dobrze pamiętam to trwały odpowiednio 8 miesięcy, 11 miesięcy i 37 miesięcy. Od ładnych pół roku żyję sam i czuję się z tym dobrze, mimo że ostatnio miewam jakiegoś pecha z utrzymaniem zwykłego kontaktu z dziewczynami które mi się podobają, albo takimi które zaakceptowałem ze względu na podejście do życia. Kiedy zastanawiałem się nad tym żeby spróbować, kończyło się fiaskiem, nawet zanim powiedziałem o co chodzi. Ograniczyłem do dziewczyn zaufanie, bo nieraz mnie skrzywdziły. Ale do czego zmierzam? Natalia twierdzi że chciałaby dopiero żyć już z tym jednym jedynym. Szanuję to, jednak u mnie trzy nieudane związki to nie tylko ból i pesymizm (oj zdarzał się), ale i doświadczenie, wyciągnięcie wniosków, rozważania nad swoimi błędami, jakie popełniłem. I uważam że to pozytywnie może wpłynąć na mój ewentualny kolejny związek, a kiedy zaistnieje, tego nie wiem. Nie spieszy mi się chrisbern - 2007-01-26, 15:04 A oto moja historia miłosna. Historia nie najnowsza, ale pełna bólu, miłości i udręczenia. Kerstin poznałem w pracy latem 1995. Była 5 lat starsza ode mnie i jak ja była w pracy raczej outsiderem. Pewnego dnia pracowaliśmy razem i wytworzyła się między nami nić sympatii i porozumienia. Nie minął tydzień, a nasza przyjaźń dzięki naszej otwartości wobec siebie osiągnęła w niesamowitym tempie głęboki intensywny poziom, przy czym nadal była to przyjaźń (żadnego seksu „po koleżeńsku”). Kerstin urzekła mnie swą melancholijną, depresyjną i melodramatyczną naturą. Była przy tym dość wyalienowaną nonkonformistką; była po prostu inna, trochę nie z tego świata, a takie kobiety mają moją specjalną uwagę. To wytworzyło ową niezwykłą atmosferę, ową nieco psychodeliczną bańkę mydlaną, w której byliśmy tylko MY spleceni naszym duszami. Spotykaliśmy się i rozmawialiśmy długimi godzinami o wszystkim, ale najmniej o banałach. Najwięcej rozmawialiśmy o nas samych. Nie kryliśmy przed sobą niczego; mówiliśmy o naszych rozterkach, marzeniach, rozczarowaniach, bólach przeszłości. Późne wieczory, boczne lampy, świece, atmosfera na przemian melancholijna i ironicznie zabawna oraz my; zapatrzeni i zasłuchani w siebie nawzajem; spleceni duszami w jedno. Nasza przyjaźń osiągnęła poziom, gdzie tylko brak seksu odróżniał ją od miłosnego związku, choć i tego w rozmowach nie omijaliśmy. Często u niej nocowałem, gdy się do późna w nocy zagadaliśmy. Nawet poznałem jej rodziców i znajomych. Kerstin miała też trzyletniego syna, z którym po krótkim czasie również się dobrze rozumieliśmy, choć moje doświadczenie z dziećmi było wtedy w sumie zerowe. Tak to się nasza niezwykła przyjaźń rozwijała. Przyjaźń dwojga dusz łaknących bliskości. Z czasem nawet sobie objęci chodziliśmy i trzymaliśmy się za ręce i nawet TV sobie oglądaliśmy przytuleni pod jednym kocem. Dla Kerstin byłem pierwszym od urodzenia syna mężczyzną, którego dopuściła tak blisko. Udało mi się wykuć wyłom w murze, którym się po wielu złych doświadczeniach z facetami otoczyła. Dla mnie była to natomiast pierwsza bliskość kobiety w ogóle. Ten stan owej pełnej magii zaangażowanej przyjaźni trwał jakieś 4 miesiące. Parę dni po moich 20 urodzinach Kerstin w liściku, który napisała w mojej obecności, (a czasem takie pisywała, gdy coś mogła w ten sposób lepiej wyrazić) wyznała mi, że się chyba we mnie zakochała oraz poruszyła z lękiem pewne wątpliwości, które w związku z tym miała. I ja jej po przeczytaniu liściku wyznałem mą miłość, starałem rozwiać wątpliwości i po raz pierwszy się pocałowaliśmy... Tak oto rozpoczął się nasz związek. Byliśmy szczęśliwi i pławiliśmy się w naszej miłości. U siebie w domu już prawie nie bywałem. Jednak z czasem Kerstin zaczęła mieć wątpliwości. Była bowiem dość zaangażowaną chrześcijanką w stylu „Odnowy w Duchu Świętym”. Ja nie miałem z tym problemu, bo to religia wyciągnęła ją z bagna, w jakim w przeszłości tkwiła. Jeździłem z nią na spotkania jej grupy religijnej, takie niekonwencjonalne msze i było O.K.. Jednak jej zaczęło brakować w naszym związku wspólnoty duchowej w religijnym sensie. Moja wiara ma raczej bezforemny kształt. Do tego podjudzał ją do zerwania ze mną jej towarzysz z religijnej grupy, w którego była wpatrzona w kwestiach wiary. Koniec końców odeszła ode mnie jeszcze przed sylwestrem (pomijając małe okazjonalne zejście na sylwestra...). Związek trwał więc niecały miesiąc, jednak dzięki swej intensywności zdawał się być to dłuższy czas pełen cudownych i magicznych chwil. Na prawie dwa lata straciliśmy się z oczu. Po dwóch latach pod wpływem impulsu napisałem do niej kartkę urodzinową i niby tak automatycznie napisałem na kopercie mój nowy adres. Po tygodniu 26.09 1997 Kerstin zapukała do moich drzwi. Poszliśmy pogadać do lokalu, potem gadaliśmy u mnie. Patrzyłem na jej twarz i słuchałem jej głosu i nie mogłem uwierzyć memu szczęściu, że jest tak blisko. Potem odprowadziłem ją późnym wieczorem do domu. Gdy następnego ranka wracałem do siebie byliśmy znów parą!... W życiu zdarzają się różne cuda; małe i duże. To zejście się było dużym cudem i zawsze będę Bogu za to wdzięczny. Tym razem byliśmy razem ponad 3 miesiące. Czas pełen chwil radosnych i namiętnych, jaki i smutnych i dramatycznych.. Bowiem te same depresyjne klimaty, które leżały u emocjonalnych podstaw naszego związku szarpały jej uczuciami do mnie. Kochała mnie, a czasem nie wytrzymywała tej naszej bliskości (praktycznie mieszkaliśmy razem) i odchodziła, by po paru dniach wrócić twierdząc, że nie łatwo jej żyć w związku, ale i beze mnie nie potrafi żyć. Parę razy w ten sposób odchodziła i wracała i za każdym razem kosztowało to nas wiele nerwów i łez. Do tego nadal dochodziła niezgodność duchowa. W międzyczasie, bowiem moja duchowość stała się mocno ezoteryczna i praktykowałem wiele ezoterycznych technik, w których Kerstin upatrywała udziału ciemnych mocy. Nie akceptowała moich tłumaczeń, że po prostu idziemy różnymi drogami na ten sam szczyt i dobre i właściwe rzeczy nie muszą iść zawsze „formalnie” przez Jezusa i Ducha Świętego. Dobre rzeczy (pomijając ziemska umowność wszelkich dualizmów) pochodzą i tak z tego samego źródła bez względu na to, czy praktykujemy je w ten czy inny sposób. Tak więc Kerstin odeszła na dobre na początku stycznia 1998 i świat się dla mnie zawalił, bo nad życie ją kochałem i byłem przekonany o tym, że naprawdę jesteśmy sobie pisani, że jesteśmy dwiema połówkami jedności. Ból po jej stracie był nieopisywalny i moja miłość zamieniła się w miłościo-nienawiść podsycaną zazdrością, że „może Kerstin właśnie z kimś jest” i „oby łapy każdemu odpadły, kto ją tknie”. Parę lat temu udało mi się przestać ją nienawidzić, ale nie wybaczam jej, że ode mnie odeszła. Choć staram się ją zrozumieć i biorę pod uwagę możliwość, że może doszła ona do wniosku, że choć nietuzinkowy ze mnie mężczyzna i partner w emocjonalnym aspekcie związku, to niewiele rokuję na przyszłość jako partner do życia codziennego wraz z jego prozaicznymi problemami i problemkami; że trochę safanduła ze mnie, jeśli chodzi o zwykle szare życie poza mydlaną bańką naszej miłości. Mam bowiem w tym względzie pewne deficyty. Właśnie się zastanawiam, czy może jej jednak wybaczyć... Chyba jednak nie potrafię. Zakończyła najszczęśliwszy okres mojego życia, którego zresztą była przyczyną. Od tamtej pory jestem sam i dopiero niedawno przestałem się szamotać szukając bezskutecznie miłości, a napotykając niewiasty nieodpowiadające mi pod względem emocjonalnym, moralno-etycznym i intelektualnym. W Germanii straszna posucha bowiem panuje, jeśli chodzi o młodych ludzi na poziomie. Jeżeli się znajdzie już kogoś inteligentnego, to z reguły towarzyszy temu koszmarna arogancja i pełna zakłamania amoralność, a sama inteligencja jest ograniczona do paru czysto utylitarnych aspektów życia, jak zarabianie, zdobywanie wykształcenia i radzenie sobie z urzędami. Zero głębi ducha, szerokości spojrzenia na świat i empatii. Wrażliwość na poziomie ogórka kiszonego i beznadziejne pozbawione zmysłu do ironii poczucie humoru. Zupełnie pochrzanione systemy wartości. Ale chyba usiłuję teraz obrócić kota ogonem, bo choć prawdą jest, co napisałem, że nie ma, w czym wybierać, to i faktem jest, że z jakichś powodów się we mnie kobiety nie zakochują. Tak więc pogodziłem się w pewnym stopniu ze swym losem i odroczyłem myśl o zadaniu kresu memu życiu pozbawionego tego, czego smak dała mi poznać Kerstin, a bez czego nic nie czyni do końca szczęśliwym. Pozostaje więc wziąć głęboki oddech i skoncentrować się na walce z własnymi słabościami, (jednak bez ulegania dennosci panujących stanadartów), na pielęgnowaniu swego niezafałszowanego „ja” i na paru innych miłych rzeczach jak np. tworzenie muzyki. A Kerstin niechaj śpi w moim sercu i niech się już nie przebudza... Nataliawy - 2007-01-26, 18:35 Wzruszyłeś mnie tą historią. Piękna, a jednocześnie taka dobijająca, mająca w sobie świadomość minionego czasu... Wprost doszukałam się tu analogii do obecnych moich uczuć, ale to inna sprawa. Wiem co to znaczy przywiązać się do kogoś i potem patrzeć jak ta osoba odchodzi... Najgorsze jest to, że uczucia nie wygasają. Ciągle są na dnie serca i nie mają zamiaru odejść. Nic też nie jest w stanie ich zneutralizować. Nie wiem co Ci powiedzieć... po prostu mi Ciebie żal. Miłość, albo nawet mocna przyjaźń może namieszać człowiekowi w życiu, ale pozostawia wspaniałe wspomnienia, którymi się później nieustannie żyje i kieruje Roni - 2007-01-26, 20:20 Takie moje rady Z własnego doświadczenia 1. Żadnego seksu z kimś z pracy - potem może dojść do chorych sytuacji 2. Religia nie powinna grać roli 3. Nie wchodzić dwa razy w to samo bagno 4. no sex with ex to chyba jeszcze ważniejsze Nataliawy - 2007-01-26, 20:56 . Nie wchodzić dwa razy w to samo bagno To nie takie łatwe. Gdy łączy Cię z kimś bardzo silna więź to trudno mu nie wybaczyć... Zawsze przyjmuję z szeroko otwartymi rękami. A można mi naprawdę ukrzywdzić czasami... A jak sobie myślisz: "mój/moja ... teraz jest sama, smutna..." to od razu nasuwa się myśl: "jest jaki/jaka jest, ale muszę ją jako przyjaciel pocieszyć." Przynajmniej ja tak mam. I nie daruję sobie gdy mój przyjaciel cierpi obojętnie z jakiego powodu. Rustika - 2007-01-26, 21:37 Chrisbern, przeczytałam twoje długie i wzruszjące wyznanie. Stosunek, jaki prezentujesz do tej minionej już miłości świadczy o głębi twoich przeżyć. Często jest tak, że to co piękne i wspaniałe szybko się kończy. Ale nie żałuj tego. Widocznie twoja wybranka nie potrafiła wyjść poza wpojone jej wartości. Ja nazwałabym je "niby wartości", gdyż kto jest na tyle zarozumiały, aby autorytatywnie wpajać drugiemu człowiekowi jak ma żyć i co jest dla niego lepsze. Ten jej religijny guru z pewnością przyczynił się do waszego rozstania. Ale na pewno warto było to przeżyć. Dostałeś od Kerstin wspaniały prezent, nauczyła cię czułości, wyrozumiałości, odczuwania gestu, słowa, dotyku, spojrzenia. Pokazała ci jaka może i jaka powinna być miłość. Kiedy trafisz na kobietę swojego życia będziesz mógł dać jej całe bogactwo twojego wnętrza. A Kerstin wybacz. Mimo tak głębokiego uczucia odeszła. Może dlatego, że chciała cię uchronić przed niepewnością, przed jej własnymi wątpliwościami, lękami. Może tak jest lepiej, chociaż ciężko. Masz jednak co wspominać, a wspomnienia będą miały tylko przyjemne oblicze, jak jej wybaczysz. moonwalker - 2007-01-26, 21:48 Nataliawy - 2007-01-26, 22:22 Jest to też chyba kwestia charakteru. Dostałam w twarz od przyjaciółki i nie umiem jej nie wybaczyć mimo tego co zrobiła, bo ona tak naprawdę w głębi serca ona czuje nić sympatii. Niejednokrotnie to pokazywała. A tego, że mnie krzywdzi swoimi niektórymi czynami, nawet nie wie. Jestem raczej stoikiem i staram się nie pokazywać negatywnych uczuć. Trudno mi tej jednej jedynej osobie nie wybaczyć. Może po prostu jestem słaba albo głupia... nie wiem. Jedno jest pewne: przyjacielowi jestem w stanie wybaczyć chyba wszystko. Nawet zdradę dla innej osoby: lepszej, mającej coś innego niż ja, coś piękniejszego. Nie rozumiem tylko jak można nagle zacząć dostrzegać w dotychczasowej przyjaciółce same wady (skoro do tej pory było dobrze). I nagle rzucić kilkuletnią znajomość dla nowo poznanej osoby... Sorki za ten wywód ale kotłowało się to we mnie i musiałam to wyrzucić. Roni - 2007-01-26, 23:16 kruspe - 2007-01-27, 10:57 Robi wrażenie... do tego ten fantastyczny styl opowieści... podobnie jak Natalia, ja również znajduje analogie do stanu, który mnie dręczył jakiś czas temu... Przyznam, że bardzo często czuje się jakbym nie pasował do tego stulecia, do tych czasów. Teraz trochę mniej o tym myśle, bo poznałem ostatnio dziewczynę, która akceptuje moje dziwactwa (a jest ich wiele...), choć wcześniej nie wierzyłem, że ktoś taki istnieje... Słowem: "Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz na co trafisz" Nataliawy - 2007-01-27, 11:11 Przyznam, że bardzo często czuje się jakbym nie pasował do tego stulecia, do tych czasów. Wiesz co, ja też tak mam. Jak dla mnie świat współczesny jest zbyt brutalny i zbyt mocno męczy człowieka psychicznie (depresje, załamania itp.) Ale z drugiej strony można powiedzieć, że "mogliśmy gorzej trafić" Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma Kruspe, jeśli coś Cię dręczy, chcesz się wyżalić to napisz. Forum jest bardzo tolerancyjne i wyrozumiałe. chrisbern - 2007-01-27, 11:43 Przyznam, że bardzo często czuje się jakbym nie pasował do tego stulecia, do tych czasów Z ust mi to wyjąłeś . Ja jestem chyba z XIX wieku. Dzięki za słowa pocieszenia. Jest możliwe, że Kerstin mogła tez odejść nie chcąc być mi ciężarem (choć nie była). Takie wątki się z jej strony tez w naszych rozmowach pojawiały. Że nie zasługuje na moją miłość, że jest mi z pewnością ciężarem i że może powinienem sobie znaleźć inną, lepszą... Czule jej te myśli wybijałem z głowy, ale takie to autodeprecjacje miała cały czas. I bala się, że może jej nie kocham i może to ja ja opuszczę. Zwłaszcza w drugim związku bala się, że się jej odpłacę za pierwsze odejście. Jak mogłem, tak utwierdzałem ją w mej miłości, ale wiecie jak to jest... Podobnie jak sobie dziewczyna wbije do głowy, ze jest gruba, choć nie jest...(takie kompleksy zresztą tez miała). Co do seksu z kimś z pracy, to w momencie, kiedy zaczęliśmy być konkretnie razem, ona już nie pracowła w naszej pracy (oboje mieliśmy takie jednoroczne kontrakty i jej skończył się przed moim). A seks z Ex... Trudno powiedzieć, czy w danym momencie jest to jeszcze Ex, czy może ma miejsce „comeback”. Oczywiście jest jak piszecie. Co prawda nadal mam wielki żal, ale to, co wtedy przeżyłem, to moje i choć z boku patrząc nie były to stażem długie związki, to dzięki swej intensywności wydawaly się być sporym okresem w moim życiu, jak jakieś małżeństwo. To był najszczęśliwszy okres w moim życiu i choć ból rozstania był wysoki, to jestem w stanie ta cenę zapłacić za to, co było. kruspe - 2007-01-27, 13:10 Kruspe, jeśli coś Cię dręczy, chcesz się wyżalić to napisz. Forum jest bardzo tolerancyjne i wyrozumiałe. wiem, że mogę się wyżalić na forum, ale tak jak napisałem, ostatnio jest dobrze więc nie myślę o problemach chrisbern - 2007-01-27, 15:12 chrisbern to teraz zrzucamy się na wehikuł czasu i wracamy na swoje miejsce Znam jeszcze co najmniej jedną osobę, która by poleciała z nami Ja w sumie już wehikuł mam... Skomponowałem kiedyś utwór "Chronovoyager" (i nawet w nim coś jakby śpiewam...). Wpadnijcie i lecim! kruspe - 2007-01-28, 11:42 Skomponowałem kiedyś utwór "Chronovoyager" (i nawet w nim coś jakby śpiewam...). hm... da się go gdzieś usłyszeć? [ale off top ] Nataliawy - 2007-01-28, 20:09 wiem, że mogę się wyżalić na forum, ale tak jak napisałem, ostatnio jest dobrze więc nie myślę o problemach I słusznie. Odgrzewanie starych kotletów może tylko wpędzić człowieka w depresję. chrisbern - 2007-01-30, 18:37 O.K. No to zamieszcze na dniach mojego "Chronovoyagera" i siup do XIX wieku (choc w utworze chodzi o siup do 1997...) Syntezatorka - 2007-02-01, 15:42 3. Nie wchodzić dwa razy w to samo bagno Święta prawda. Za to ma się zdolność włażenia w coraz to nowe bagna... chrisbern - 2007-02-05, 18:35 Święta prawda. Za to ma się zdolność włażenia w coraz to nowe bagna... Po 10 latach przebywania w emocjonalnej lodowce nie miałbym nic przeciwko ciepłemu bagienku... PS Aha, jakby co to utwor zamiescilem w odpowiednim na to forumowym kąciku Syntezatorka - 2007-02-13, 16:59 Ela - 2007-02-13, 18:15 Trzymać za nas kciuki, bo stracha mamy jak nie wiem co Ja na pewno będę trzymać kciuki, choćby nie wiem co! Powodzenia Maciejs - 2007-02-13, 18:19 A pewnie, że trzymamy, i to mocno coby żuczek w głośnikach nie majstrował kruspe - 2007-02-13, 18:20 kciuki trzymam... ale chce jeszcze nagranie bo uwielbiam tą piosenkę Nataliawy - 2007-02-13, 20:46 A ja trzymam kciuki mimo że piosenki nie lubię. Od początku mi nie podchodziła Ale cóż...rzecz gustu 4 bagienka... no ładnie! Jesteś w 1 gimnazjum i zaliczyłaś cztery a ja jestem w 1 LO i nie zaliczyłam ani jednego Podziwiam za chęci i cierpliwość Występem się nie martw. Mała trema motywuje do działania chrisbern - 2007-02-15, 14:14 Jak wam coś powiem to padniecie! Czwarte bagienko zaliczone... A co z panem Bigosem? Ela - 2007-02-15, 15:13 A co z panem Bigosem? Odszedł w niepamięć... aktualny szczęśliwiec odejdzie równie szybko Nataliawy - 2007-02-15, 19:32 aktualny szczęśliwiec odejdzie równie szybko I to jest bardzo przykre Ale to tylko moje subiektywne odczucia Syntezatorka - 2007-02-16, 15:01 Bigos? Posiekany na papkę. Stwierdził, że to nie jest miłość, że tak się tylko zdaje nam... Oj sory, już znowu nucę... No moi drodzy, płakałam po nim dwa miesiące... I nie mogę uwierzyć, że to się stało. A występ... Kuźwa no nie! Żuczek majstrował na próbach, ale już na właściwym występie poszło ok... Wszyscy zachwyceni, wychwalają te dwie dziewczyny z Ia nad niebiosa... najlepszy był koniec jak oboje ze Zbyszkiem pomyliliśmy się, ale w gruncie rzeczy było oki. I fajnie wyszedł nam chór w Psalmie dla Ciebie. No i szykujemy się juz na kolejne przedstawienie... PS: Nagrania nie ma, ale Dyro z zacięciem zdjęcia robił Maciejs - 2007-02-16, 18:04 Posiekany na papkę Przerobiony na... na bigosik? Ale, występ się udał, i gratulacje za okiełznaie żuczka chrisbern - 2007-05-09, 20:50 Skasowanie posta ? Mary7 - 2007-05-09, 21:22 Miłość??? Generalnie się w tym temacie nie wypowiadam ze wzgledu na same przykre doswiadczenia, ale poczytalam sobie i tak mnie wzielo... Ze mną tak już jest, że kiedy coś jest dla mnie osiągalne nie interesuję sie tym, a dopiero po jakimś czasie/czylu już po fakcie nagle uświadamiam sobie,że to dla mnie było ważne... "to" czyli wiadomo co... Tak jak Syntezatorka jestem w 1 gim. więc nadzieja, że los się odmieni jest... Roni - 2007-05-09, 23:07 Z tym raczej nie można na siłę Zresztą prawdziwą moc miłości odkrywa się później, i nie mówię tu o jakimś bliższym kontakcie fizycznym... Po prostu do tego chyba się dojrzewa... Potem sztuką jest to utrzymać Nataliawy - 2007-05-10, 16:05 Tak jak Syntezatorka jestem w 1 gim. więc nadzieja, że los się odmieni jest... Jesteś dopiero trzynastolatką więc miłość dopiero się zacznie... Czasem dopada wcześniej, czasem później... ja do tej pory jestem "singlem" i dobrze mi z tym. Myślę że na miłość musi przyjść właściwy czas, jak już Radek powiedział Ela - 2007-05-10, 20:47 Tak jak Syntezatorka jestem w 1 gim. więc nadzieja, że los się odmieni jest... Pierwsza klasa gimnazjum? Mary, wszystko co najlepsze przed Tobą! Nie jestem specjalistką w dziedzinie młodzieńczych zauroczeń ( aczkolwiek mnie samej niedługo 16-tka stuknie ), lecz z tego miejsca mogę powiedzieć - to wszystko dopiero się zaczyna. I zanim się obejrzysz spotkasz: Mary7 - 2007-05-10, 21:22 Jesteś dopiero trzynastolatką więc miłość dopiero się zacznie... A nieprawda, 14 lat już kilka miesięcy temu skończyłam No ja myślę, że dopiero się zacznie. Narazie w moim wieku o miłości takiej z prawdziwego zdarzenia wogóle nie może być mowy, zdaje sobie z tego sprawę (chociaż w moim wieku kiedyś kobiety były już matkami, jak to się zmienia ) chrisbern - 2007-05-11, 17:54 Tez bym radził przybrać postawę radosnego i cierpliwego oczekiwania bez napinania się. W tak młodym wieku łatwo popełnić błąd, pomylić prawdziwe uczucie z innymi targającymi nami siłami . Jednak nie ma to jak spełniona miłość z właściwa osoba, kiedy do końca życia można być wdzięcznym losowi, ze to był właśnie ten ktoś (co w żaden sposób nie umniejsza wartości kolejnych miłości, bo każda jest jedyna w swoim rodzaju). Ja jak już na tym poście obszernie opowiadałem przeżyłem moja pierwsza pod każdym względem miłość w wieku 20 lat. Długo i pełen frustracji na nią czekałem. I przyszła, cichutko, spokojnie... Przeżyłem piękny czas i będę za to Bogu i wszelakim mocom zawsze za to wdzięczny... I tego życzę Mary7 i innym forumowym „gimnazjalistom w miłości”... Dobrze, ze podbiłem posta do góry... Nataliawy - 2007-05-11, 19:40 Ja w tym wieku w ogóle nie myślałam o miłostkach. Jeju, dzieci zaczynają dojrzewać coraz szybciej. Właśnie widzę... tak na to wygląda, że ja chyba wcale nie dojrzewam tylko stoję w miejscu między dzieciństwem a dorosłością Poważnie! Nigdy jeszcze nie rozpaczałam z powodu chłopaka. Nigdy z żadnym osobnikiem płci męskiej nie weszłam w bliskie relacje. I nie brakuje mi tego jak na razie Ela - 2007-05-11, 20:10 Owszem, bywają ale rany goją się zwykle bardzo szybko I tu się z Tobą nie zgodzę. Wierz mi, rany na duszy mogą nie zagoić się nigdy. Oczywiście jest to sprawa indywidualna. Jedni wybaczają i zapominają, a drudzy... nie. Ale w obydwu przypadkach niektóre rzeczy pozostają w podświadomości do końca życia i mogą się budzić co jakiś czas z uśpienia. Takie moje zdanie. Nina - 2007-05-11, 20:45 Jak pokazało życie, czasami oddajemy całego siebie danej osobie a później spotykamy się z odrzuceniem i boleścią. Współczuję... A ja nie współczuję. Chrisbern przeżył piękną historię, która musiała się zakończyć aby mogła nadejść ta naprawdę prawdziwa i fantastyczna. Dlatego nie współczuję, ale przekonana jestem, że taka historia nadejdzie Nataliawy - 2007-05-11, 21:40 A ja nie współczuję. Chrisbern przeżył piękną historię, która musiała się zakończyć aby mogła nadejść ta naprawdę prawdziwa i fantastyczna. Dlatego nie współczuję, ale przekonana jestem, że taka historia nadejdzie Ja też przeżyłam wspaniałą przygodę, no może nie miłosną, ale przyjaciel jest również bliską osobą. Miałam (pozornie) wierną i szczerą przyjaciółkę, i miałam pewność, że o sobie nie zapomnimy a tu co? Ona mnie olała całkowicie. Odpycha mnie od siebie... Niby przeżyłyśmy kilka wspaniałych lat spędzonych na śmiechu i zabawie, ale gdy przychodzi ten moment rozstania to czasem człowiekowi trudno się z tym pogodzić. Dlatego wpółczuję Chrisbernowi rozstania z bratnią duszą. Mary7 - 2007-05-11, 21:43 Wierz mi, rany na duszy mogą nie zagoić się nigdy. Oczywiście jest to sprawa indywidualna. Jedni wybaczają i zapominają, a drudzy... nie. Ale w obydwu przypadkach niektóre rzeczy pozostają w podświadomości do końca życia i mogą się budzić co jakiś czas z uśpienia. Zgadzam się w 100% - nie życżę tego nikomu, ale znam wiele takich przypadków. W pewnym sensie tego sama doświadczyłam , ale to długa historia... chrisbern - 2007-05-12, 08:04 Dziękuję i Natalce za wyrazy współczucia i Ninie za życzenia na przyszłość . Z tym gojeniem się ran, to jest bardzo indywidualna sprawa. Należy tez uwzględnić, ze każda taka rana pozostawia bliznę, a jak mamy dużo blizn, to robi się ... pancerzyk... Czyli zaczynamy inaczej przerabiać takie rany i bóle, wyrabiamy sobie strategie, żeby zminimalizować cierpienie. Nabieramy dystansu w związkach, żeby w razie czego mniej bolało. Ale życie to nie matematyka, czasem może nas jeszcze trafić cios tak bolesny, ze aż musimy potrzepać głową w zdziwieniu, ze tak się podłożyliśmy (jak amatorzy). Życzę wszystkim, żeby jak najmniej odnosili ran w kontaktach z ludźmi, a jak już, to żeby dobrze sobie z tym radzili. Porażki są nawet istotne, bo nas rozwiajaja i wzmacniają. I wyrazy uznania dla dojrzalej postawy Natalki wobec milosnych spraw. Nic na sile, nic „bo inne to już dawno...”. Szacunek Natalka. Nataliawy - 2007-05-12, 15:06 I wyrazy uznania dla dojrzalej postawy Natalki wobec milosnych spraw. Nic na sile, nic „bo inne to już dawno...”. Szacunek Natalka. [ Dodano: 2007-05-12, 16:12 ] Mary7 - 2007-05-12, 15:24 Boimy się bliskich uczuć, bliskich relacji bo później boli. Ale mając duży dystans do kontaktów nie jesteśmy w stanie głęboko przeżyć związku i nie potrafimy powiedzieć tego wprost drugiej osobie (zamykamy się w sobie)... Jednak uczucia robią swoje i trudno to opanować. To prawda, strach może wszystko zniszczyć, strach przed bólem, porażką. A tak naprawdę to poddając się strachowi przed porażką właśnie ją ponosimy. Tracimy okazję na lepsze życie. Bo ono bez ryzyka będzie nudne i bez barw nie mówiąc już o miłości. Bo miłość to właśnie jest ryzyko- stawiamy wszystko na jedną kartę- albo wyjdzie i będziemy szczęśliwi albo nie i wpadniemy w dołek psychiczny. A trwanie tak pomiędzy jest chyba najgorsze ze wszystkiego, bo może być wieczne. Nina - 2007-05-12, 17:55 Wyciągnęłam kiedyś nawet wniosek, że nie opłaca się oddawać cząstki siebie innej osobie bo można dostać w twarz... Ale teraz sądzę że była to najgłupsza myśl jaka mogła mnie nawiedzić. W ślad za Chrisbernem wyrażam uznanie dla dojrzałości Twoich przemyśleń. Przyjażń i miłość nie znoszą kalkulacji, sztucznego dystansu, zapobiegliwego kamuflowania swoich uczuć. Kiedyś i ja przekonałam się, że czasem spontaniczność i szczerość może odbić się rozczarowaniem, bólem, zwątpieniem i w rezultacie głębokim dołem, ale tylko wówczas gdy jesteśmy prawdziwi i nie udajemy przed nikim, ani przed samym sobą mamy szansę na powodzenie i życie od czasu do czasu podeśle nam coś fantastycznego. Mary7 - 2007-05-13, 10:07 Podobno z każdego złego co nas spotyka wynika ostatecznie coś dobrego. Parę razy sprawdziło mi się to, ale pewne rzeczy jestem w stanie docenić dopiero po pewnym czasie. Jak każdy, bo gdy spotyka cię coś złego nie cieszysz się, że wyniknie z tego dobro, bo jesteś pochłonięta obecną sytuacją. Dopiero, gdy najgorsze minie jesteśmy w stanie dostrzec, że często właśnie złe przeżycia czynią z nas lepszych ludzi. Oczywiście jeśli mamy siłę stawić im czoło i na wstepie nie godzimy się z porażką. chrisbern - 2007-05-15, 18:14 często właśnie złe przeżycia czynią z nas lepszych ludzi Dokładnie tak jest Mary. Cierpienie nie jest niczym fajnym, kiedy ma miejsce, ale faktem jest, że nas uszlachetnia, wzbogaca o wiedzę, czyni nas wrażliwszymi na emocje innych. Kto wychował się w cieplarnianych warunkach, wszyscy go głaskali i ubóstwiali i obsypywali złotem i namaszczali wonnymi olejkami, ten stanie się najpewniej jakimś emocjonalnym Zombi z pustym spojrzeniem i głupkowatym równie pustym uśmiechem na pozbawionej wyrazu twarzy (oczywiście przepieknej... ) Roni - 2007-05-15, 22:08 często właśnie złe przeżycia czynią z nas lepszych ludzi Albo i gorszych Zemsta jest taka słodka chrisbern - 2007-05-16, 05:17 Albo i gorszych Zemsta jest taka słodka Kto mowi, ze zemsta czyni nas gorszymi Nina - 2007-05-16, 15:18 Zemsta jest taka słodka bywa, że tak, ale potem strasznie bolą zęby chrisbern - 2007-05-22, 15:38 Ja jeszcze nie miałem okazji się na kimś straszliwie mścić, ale jakby mnie ktoś skrzywdził albo kogoś mi bliskiego, to nie przebierałbym, w środkach. A moralnego kaca wliczyłbym w to z góry. Nina - 2007-05-22, 17:07 ale jakby mnie ktoś skrzywdził albo kogoś mi bliskiego, to nie przebierałbym, To tak jak ja. Miałam co prawda kiedyś okazję do zemsty na byłej przyjaciółce z b. wczesnego dzieciństwa, która lata szkoły podstawowej zamieniła mi w istną traumę, zemsta rzeczywicie była słodka przez moment, ale potem jakoś już dziwnie nie byłam z siebie dumna. Natomiast gdyby ktoś wyrządził krzywdę komuś bardzo mi bliskiemu to odnalazłabym go nawet w piekle i (ocenzurowano)
Strona 1 z 2 • 1, 2 Powiązane tematy
Humor Mr. Smuggler Hej wszystkim:) Dlaczego w Polsce jest tak źle? Jak to zmienić? Click vs CDA IV kojejka!!DERBY!!! Polonia - GKM _Muzyka_ - Czyli jakiej muzyki sluchacie ogolnie ? Co sadzicie o uzytkownicach Wrestlefans, ktorzy.... i co dalej? Klikathornia Dieta niskowęglowodanowa.Dieta najważniejsza reszt Znienawidzeni Wrestlerzy Poznajmy się! Badania kliniczne w raku jajnika na świecie i nie tylko Miłość Lista wątków z for dyskusyjnych || Index Odnośniki, |